sobota, 25 stycznia 2014

Devil May Cry - Rozdział 3

Dante szedł w stronę " Greek and Breek " przydrożnego baru nie daleko jego mieszkania. Był tak zmęczony gadaniną Vergila że musiał sobie wypic. Szczególnie że przyszałkowatośc jego przyjaciela była nie znośna.
Dante otworzył drzwi i kiedy szedł w stronę barku po skrzypiącej drewnianej podłodze , rzucił mu się do nosa smród potu , alkoholu i tytoniu. Standard.
- Wódkę. - powiedział i kiedy jego cztery litery usiadły na stołku , ten zaskrzypiał.
Łysy wielgachny mężczyzna wycierający szmatką szklankę , nalał napoju i podał Dantemu.
W dwie sekundy mała szklaneczka została opróżniona.
Przyciszona muzyka i zaduch były nie dozniesienia. Choc Dante bywał tu naprawdę często nie zdążył się przyzwyczaic. Ze starego gramofonu grała nudna stara piosenka. Parę stolików było zajętych przez grubych i pijanych mężczyzn.
Dante pamiętał jak pewnego dnia wdał się w bójkę z jednym z nich. Wygrał oczywiście.
Jego ciało było wygimnastykowane , gibkie i chude co dodawało mu zwinności. A głowa choc czasem nierozsądna , w obliczu bójki , sprytna.
Tak. Takie był Dante. Były członek DMC. Choc sam nigdy się do tego nie przyznał. Nadal nazywał się Łowcą , nadal polował na demony i inne demonopodobne stworzenia , ale po swojemu.
Nie tak jak kazał mu Sparda. Szef ( już nie dla niego ) był tak nieznośny tak ... Tak uparty że Dante po prostu nie wytrzymał. Wkurzała go jego postawa. Ciągle pewny siebie jakby nieśmiertelny i niezwyciężony , silny i dumny. Nigdy nie łamał zasad anie reguł , zawsze był idealny.
A Dante był przeciwieństwem.
Łamał zasady i reguły , robił wszystko po swojemu. Miał honor i dume ale się nimi nie chwalił tak samo jak siłą i swoimi osiągnięciami. Był inny.
I może Sprada nie chciał tego zaakceptowac. Na siłę robił z niego drugiego " szefa ".
W końcu odszedł i kiedy teraz o tym myślał miał zupełnie gdzieś czy skrzywdził czyjeś uczucia. A zupełnie miał gdzieś Spardę.
Kiedy Vergil powiedział mu że jego były szef uronił łzę dla NIEGO omało co się nie rozgniewał. Sprada brał go na litośc. A to było już za wiele. Teraz napewno nie wróci do DMC.
Później śmiał się całą drogę do baru.
Vergil.. Hmm..
Czasem za nim tęsknił. Łączyła ich więź przyjaźni. Jak byli mali żartowali że są bracmi. Niekiedy Dante marzył by tak było.
Dziecięce marzenia. Tak głupie i naiwne , pomyślał.
Vergil też był inny. Cały czas był lizusem. Chciał zając miejsce Spardy. Robił wszystko żeby byc w jego oczach kimś , nie zważając na ofiary. On też namawiał Dante do powrotu.
Nie. To była jego odpowiedź.
Przestań o tym wszystkim myślec ! , skarcił się srogo w myślach.
Kilka razy poprosił o wódkę a później niechętnie zauważył że koło niego siedzi zakapturzona postac.
Czarny jak smoła płaszcz przykrywał całe ciało .... Nie wiedział kogo. Kobieta czy mężczyzna ?
Postac miała na plecach fioletowego węża.
Jakiś zakon ? Stowarzyszenie ?
Na ramieniu miało tego samego koloru opaske. Też z wężem.
Nie widział w co było ubrane to coś.
Czarne do kolan kozaki z srebnymi klamrami spoczywały na podparciu dla nóg na dole stołka.
To coś miało nawet rękawiczki.
Laluś ! , pomyślał mężczyzna.
- Dante... Witaj - prawie szeptem odezwał się płaszcz.
- Co ? Skąd znasz moje imię ? - trochę podpity chłopak zadał kilka pytań na raz.
- Zna je wiele ludzi. I demonów. - dodał. - Dante Czerwona Śmierc , Dante Diabeł , Dante Pożeracz Dusz. Masz wiele imion. - zaśmiał się płaszcz.
- I co z tego ? Kim ty tak w ogóle jesteś ?
- Jestem ogniem .. Jestem śmiercią - To coś prawie wysyczało te słowa.
- Że jak ? Jejku ty chyba masz nierówno pod sufitem - wyszczerzył zęby Dante.
Cień który zakrywał twarz tej osoby nadal tkwił w miejscu i był niepokojąco dziwny.
Zaraz. Skąd ma pewnośc że to nie jest demon ? , mózg chłopaka dopiero teraz zaczął dobrze funkcjonowac.
- E ! A może jesteś demonem , he ? Chcesz się ze mną zmierzyc ? Proszę bardzo ! I tak cię pokonam ! - Dante już zerwał się ze stołka.
Kiedy rozejrzał się dookoła zauważył że jest.. Sam.
Wszyscy zniknęli !
- Gdzie są ludzie ?! Co im zrobiłeś ?! - denerwował się chłopak.
Płaszcz dopiero teraz wstał. Jego peleryna powiewała cicho szeleszcząc choc byli w zamkniętym budynku. Nie było wiatru.
Nagle płaszcz zerwał się do góry. Przebił sufit i wyleciał w powietrze w niebo.
Dante od razu za nim skoczył. Jeśli chce się bic proszę bardzo !
Znaleźli się w ciemnej alejce. Nikłe światło latarni oświetlało im drogę.
- Będziesz musiał zapłacic za naprawę dachu - powiedział Dante.
- Cień za nic nie płaci. To Cieniowi wszyscy płacą. - wysyczał płaszcz.
Teraz nie przypominał człowieka. Może ciałem i postawą ale wymową zupełnie nie.
Jak .. Jak wąż ?
Dante wyciągnął Ebony i Arbony - dwa pistolety z dużym zasięgiem i mocnej sile rażenia. Czasem nazywał je przyjaciółkami. Były dobre i nigdy go nie opuszczały.
Płaszcz czy też Cień zaatakował z góry. Wykorzystał sytuacje że w górze nie ma światła a on ubrany jest na ciemno. Zaatakował z zaskoczenia.
Zwinnośc Dante pozwoliła mu uchylic się od uderzenia. Ziemia którą pięścią trafił Cień zadrżała a po chwili pojawiło się pęknięcie.
Dante zaczął strzelac. Na próżno.
Cień włączył jakieś turbo bo uciekła i chylił się przed każdym strzałem.
Nagle pojawił się z tyłu. A przecież był przed Dante.
Teleportacja ?
Niemożliwe.
Dante poczuł uderzenie z tyłu głowy. Zatoczył się do przodu i kiedy chciał podeprzec się ścianą , Cień znowu zaatakował i uderzył go w twarz. Robił tak co po chwilę z zawrotną szybkością. Dante dostawał z przodu i z tyłu.
Peleryna Cienia powiewała za każdym uderzeniem.
- Nie mogę przegrac. - wysapał zmęczony i pobity Dante. Nigdy.. Nigdy w jego życiu nie zdarzyło się by przegrał bójkę a co dopiero walkę !
- Kim ty tak naprawdę jesteś ? - wydyszał chłopak.
- Jestem śmiercią. Jestem udręką. - zaczął syczec słowa. - Zabiorę cię tam gdzie powinieneś byc - dodał.
Uderzył go jeszcze raz z tyłu głowy. Dante upadł na ziemię. Ogarnęła go ciemnośc.

Wiem ze tego bloga nikt nie czyta :( wiec to chyba ostatnia notka. Nie wiem po co go zakladalam ;/
Misaki ~

piątek, 24 stycznia 2014

Devil May Cry - Rozdzial 2

Vergil biegł. Dyszał. Był zmęczony. Odwracał się co po chwile. Był w lesie. Tak lecz nie wiedział w którym. Było tak ciemno że zastanawiał się czy dobrze biegnie. Chociaż on przecież uciekał
Debil , skarcił się w myślach.
Nagle potknął się o wystający korzeń. Upadł i kiedy podniósł głowę ujrzał ją.
Jej bordowe włosy były rozpuszczone. Niewidzialny wiatr powiewał nimi i jej szarą sukienką. Była boso. Jej skóra była biała , tak biała że wydawało się iż świeci. Była tu, tuż przed nim , jakby żywa jednak nie do końca. Była duchem.
~
Vergil zerwał się z łóżka. Kropelki potu spływały mu po plecach. Koszmary które go nawiedzały były codziennym rytuałem. Udręką. Ciągle ją widział. Tą którą kochał. Tą za którą tęsknił tak bardzo że myślał iż umrze. Nie tak ją zapamiętał.
Co najdziwniejsze nigdy nie widział jej twarzy. Zawsze tylko włosy , ciało i ubranie.
A koszmar powtarzał się prawie codziennie , chyba że nie spał. I ciągle był taki sam a Vergil przeżywał go na nowo ze strachem i dziwnym smutkiem , jakby zły sen nawiedzał go po raz pierwszy.
Mężczyzna wstał wziął szklanke wody i podszedł do okna.
Nie mieszkał w luksusowej willi tylko w zwykłej zniszczonej kamienicy.
Budynek w którym żył był obskurny i znajdował się w nieprzyjemnej dzielnicy. Ale nic na to nie mógł poradzic. Dostał takie mieszkanie i nie marudził.
Również widok za oknem nie należał do najpiękniejszych. Smog miasta spaliny unosiły się w górę dając ciągłe poczucie że jest mgła.
Padał deszcz. Kropelki dudniły o szybę.
Lśniący księżyc starał się przebic przez śmierdzący dym. Bez skutku.
Vergil znudzony odszedł od okna i nie wiedząc co ma robic , usiadł na krześle w kuchni. Nie chciał spac , nie chciał na nowo przeżywac tego koszmaru. I tak za kilka godzin czeka go praca. Chociaż pracą tego nazwac nie można. Wyznaczali mu misję , on szedł w wyznaczone miejsce i zabijał demony czy inne dziwne stworzenia o których zwykły człowiek nie ma pojęcia.
Taka była praca w DMC. Nigdy się nie dowiedział co ten skrót oznacza. W sumie nie interesował go to. Sparda , szef , dyrektor czy jak ktoś go tam nazywał , był głównym dowodzącym w tym " biznesie". Niezwykle silny , stanowczy i czasem tak niesamowicie uparty że człowiek miał go dośc.
Ale Vergil go podziwiał. I kiedyś chciał zając jego miejsce. Dlatego od ponad roku nie odpuścił sobie żadnej misji ani nie wziął ani dnia wolnego.
Jak na razie był tylko Łowcą. Nie był ani na najniższym ani na najwyższym szczebelku drabiny społecznej. Utrzymywał się nw średnim poziomie. Jak na razie nie było aż tak źle.
Łowcą , tak .. Jak Dante.
Vergil wykonywał z nim wiele misji. Dante był silnym chłopakiem z sarkastycznym humorem co czasem dodawało otuchy. Ale zmienił się. Bardzo. Od miesiąca nie chciał wrócic do DMC.
Nikt nie znał powodu.
Wielu mówiło że pokłócił się ze Spardą ale było to mało prawdopodobne. Z Spardą nikt się nie kłócił. Choc po Dante można było się wszystkiego spodziewac.
Ostatnimi czasy wogóle nie chodził na misję , unikał i Vergila i Spardy. Wszystkich.
Aż w końcu ni stąd ni zowąd , odszeł.. Tak po prostu.
Vergila to zabolało. Byli przyjaciółmi.
Wiele razy chciał go namawiac by wrócił. Sparda nie pozwalał. Aż pewnego razu sam mu kazał to zrobic. I zero rezultatów. Dante po prostu odszedł.
Vergil coraz bardziej wątpił w jego powrót.
Myśli mężczyzny nagle zmieniły bieg. Wrócił do koszmarów , nieprzespanych nocy. Wrócił do dziewczyny. A dokładniej RiRe.
Borowowłosa miała specyficzne imię. Nigdy nie zdradzała czy miało jakieś znaczenie. Nie zdradzała nic o sobie. Ani o rodzinie kraju obyczajach. Jej twarz wyglądała normalnie. Na bank nie była Chinką czy Hinduską.
A mimo to Vergil się w niej zakochał.
Poznał ją w liceum a dokładniej w szkole średniej dla Łowców.
Była nowa. Pamiętał jak przyszła , wystraszona z bordowymi włosami spiętymi w kucyk.
To był jak grom z jasnego nieba. Vergil się w niej zadurzył.
Była dobra w walce , dostawała dobre oceny. Jednak nic ją nie wyróżniało. Oprócz dziwnego imienia.
Na początku trudno było zdobyc jej zaufanie.
Z czasem otworzyła się przed Vergilem. Może czuła że mężczyzna nie jest taki zły.
W końcu zaczęli wychodzic do kina spotykac się po szkole. Nigdy nie chodzili do jej mieszkania. Vergil nigdy nie poznał jej rodziców. A może ich nie miała.
Stali się parą.
Po sielskich dniach nastały dni rozpaczy bólu i cierpienia.
RiRe zaraziłą się wirusem HIV. Szok. To było pierwsze uczucie towarzyszące tej dwójce.
A później tak wielki ból. Bo w końcu nie mogli się całowac musieli uwarzac. I choc Vergil nawet mógłby się zarazic tym wirusem , dla niej.. Ona go odpychała. Bała się.
Pewnego dnia przyszła do niego zapłakana i zrozpaczona. Vergil tylko ją przytulił. Protestowała , mógł się zarazic ale on miał to gdzieś. Chciał byc przy niej chciał jej pomóc.
I kiedy schylił się by ją pocałowac ona odpechnęła go kolejny raz. Vergil musiłą to zrozumiec. Przez taki kontakt on też mógłby miec ten wirus.
Tłumaczył jej że z tym można życ że nawet jeśli on by go miał nie przejął by się tym. Na nic.
RiRe zaraziła się tym wirusem. Nie była prostytutką ani narkomanką. Widocznie gdzieś tam w odległej przeszłości to coś musiało ją ' zaatakowac'. I zostało.
Pewnego dnia jej życie zniknęło. Popełniła samobójstwo. Powiesiła się.
Vergilowi nie pozwolili zobaczyc ciała. Dowiedział się o tym kiedy koło jej mieszkania zobaczył karetkę. Przypuszczłą że stało się coś złego. I się nie mylił. Kiedy był blisko drzwi nosze już wywoziły czarny worek z martwym zimnym ciałem. Całymi dniami Vergil płakał ale nie odpuszczął sobie pracy w DMC.
Dziwne było jedno.
RiRe nie zostawiła żadnego liścika że przeprasza że dłużej już tak nie może że go kocha. Nic.
Vergil zastanawiał się czy jego dziewczyna w ogóle go kochała.
***

Misaki ~

czwartek, 23 stycznia 2014

Devil May Cry - Rozdział 1

Nowa seria nowa notka :3

Zapraszam !



***
Czarna postać snuła się powoli w stronę mężczyzny. Jej ciemna peleryna powiewała na wietrze delikatnie szeleszcząc. Chłopak stal koło latarni , jej nikłe światło oświetlało jego szaro czerwona kurtkę i jakże rozbrykane i rozbawione spojrzenie. Lekko złote oczy w ogóle nie zdawały sobie sprawy że kilka metrów dalej po zabłoconej drodze delikatnie kroczyła 'peleryna'.
Kiedy była juz blisko chłopaka dała o sobie znać odchrząkując. Krwiste oczy spojrzały na niego a ich wyraz drametialnie się zmienił. Zaskoczony ..
- Przyszedłeś Vergil ( czytaj verdzil ) - odparł szeptem pewnym siebie głosem. Dopiero teraz dało się zauważyć ze pali papierosa. Vergil był pewien ze podwyższa to jego ego.
- Tak , Dante. Nie myśl żebym się nie zjawił. Spotkanie z tobą jest dla mnie przyjemnością. Zawsze. - odparł.
- A więc ? Co chciałes ? - przeszedł do rzeczy.
- Jest tak wiele rzeczy które bym chciał a tak mało któreych moge dostac...
- He ?
- Jak zawsze nie kumaty - zasmial sie Vergil.
- Ta.. I to jest moja zaleta Vergilku. - rzekł i zdeptał peta. - Jedna z wielu. Które możesz dostrzec. - uśmiechnął się pod nosem.
Mężczyzna odwzajemnił uśmiech.
- A wiec tak , Dante.. Sparda chce żebyś znowu przyszedł do DmC.. - spoważnial.
Uśmiech długo nie gościł na twarzy Dantego. Po tych słowach prawie zgromił Vergila wściekłym spojrzeniem.
- Ja ?! Nie rozśmieszaj mnie Vergil. Wiesz dobrze ze juz nie wrócę. Żyje po swojemu na swoich zasadach ! Bez jego rozkazów ! I jest mi dobrze. Jestem wolny. A nie uwieziony w klatce gotowy na każde jego skinienie.. - dodał.
Vergil nagle poczuł lekki gniew na słowa Dante.
- Czemu nie chcesz wrócić ? Bo co ? Bo znalazłeś jakaś zarobaczoną dziurę w której mieszkasz ? Bo dzięki temu czujesz się lepszy ? Podwyższasz swoje ego ? I nie gadaj mi tu zasadach skoro obaj wiemy ze ty w ogóle nie wiesz co to są zasady ! Nigdy ich nie przestrzegałeś ani w przeszłości ani teraz... Wolny ? Jesteś uwięziony w klatce własnego umysłu. W klatce własnego ego i poczucia ze żyjesz sam. Bez rozkaków. Bez ludzi którzy mogli by ci rozkazywac. Sam.. Sam siebie zakułes w kajdany. I nieświadomie sprawiasz swoim zachowaniem ze te kajdany rosną , są mocniejsze.. Nie widzisz tego ? Sparda chce ci pomoc.. Dante.. - Vergil dotknął jego ramienia. Jego oczy, wzrok był wzruszony.
A Dante osłupial. Vergil.. Zawsze umiał 'dokopac' słowami. A on nie wiedział jak na nie odpowiedzieć. Rozum czuł ze to prawda. Przecież tak było. Nie posiadał ani nie tolerował zasad. Wolał żyć wolny robić co mu się podoba czuć ze nikt nie może go zatrzymać kiedy wolność delikatnie muska jego twarz i szamocze kurtke. A serce mówiło co innego. Ze Vergil chce pokazać ,że słowami jakże pięknie ubarwionymi w przymiotniki, przemówi mu do rozsądku. Ze wróci do Spardy i znwpu zacznie harowac. Tak jak kiedyś.. A przecież on nie żył przeszłością zakopywał tamte wspomnienia. Żył dniem dzisiejszym.
- Wiesz.. Raz widziałem jak Sparda .. Jak z jego oka popłynęła łza kiedy o tobie rozmawialiśmy. Tyle czasu minęło , Dante. - Vergil prawie błagał.
Uronil łzę ?! Dla niego ?! Tylko na tyle było go stać ?! Pamiętał jak traktował go jak syna ,pomagał w uczeniu się, zdobywaniu umiejętności w walce. A kiedy odszedł nawet go nie zatrzymywał. Nie szukał przez tyle czasu. I nagle pojawia się Vergil , ON zamiast niego i mówi ze Sparda uronił łzę ?!
- Niech sobie tą łzę w dupe wsadzi ! - krzyknął wsielkły Dante. Miał juz dość tej rozmowy. Przez nią zaczął rozpamietywac tamte czasy myśleć o tym choć sobie obiecał. Przeszłość była przeszłością. A teraz.. Nawet czuł wyrzuty sumienia..
- Przestano tak mówić ! Wróć ! Daj nam szanse. Daj jemu szanse. Do cholery opamietaj się. Ile razy mam powtarzać ze to jak żyjesz to co robisz to nie jest wolność. To twoje złudzenie !
Niebieskie oczy Vergila prawie blagały o zrozumienie. Kiedyś Dante by im uległ. Kiedyś.. W przeszłości.. A teraz nauczył się panowania nad serce. Uczuciami..
- Koniec tej rozmowy Vergil. Ostatni raz się z toba spotkałem. Trzymaj się. - dodał i ruszył w stronę cieni.
- Nie.. Posłuchaj zostań , Porozmawiaj ze mną.. - Vergil zatrzymał go dotykając ramienia. Dante prawie wyszedł po za obszar światła jaki dawała pobliska miejska latarnia. Jego ciało prawie zanurzyło się w cieniu.
- Vergil.. - powiedział tak jakby przez te sekundy przemyślał wszystko.
Niebieskooki miał juz nadzieje. Na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.
- Zapomnaielm dodac.. Devil never cry.. ( diabły nigdy nie płaczą ) Powiedz to Spardzie - uśmiechnał się rozbawiony i poszedł w ciemność. Po sekundzie jego ciało zakrył cień.
Misaki ~
Proszę o szczerą opinię :3

Początki

No cóż. Tamten blog był pierwszym. Nie udał mi się. Czasu nie było posty pojawiały się nieregularnie.
Dlatego postanowiłam założyc tego ^^
Będzie się pojawiło jedno opowiadanie - myślę że co weekendy - a nie kilka na raz.
Blog niedługo będzie w lepszym stanie dlatego jeszcze dziś pojawi się notka :D
Myślę że nie zanudzę was moim pisanie i że z chęcią będziecie odwiedzac tego bloga.

Misaki ~