piątek, 24 stycznia 2014

Devil May Cry - Rozdzial 2

Vergil biegł. Dyszał. Był zmęczony. Odwracał się co po chwile. Był w lesie. Tak lecz nie wiedział w którym. Było tak ciemno że zastanawiał się czy dobrze biegnie. Chociaż on przecież uciekał
Debil , skarcił się w myślach.
Nagle potknął się o wystający korzeń. Upadł i kiedy podniósł głowę ujrzał ją.
Jej bordowe włosy były rozpuszczone. Niewidzialny wiatr powiewał nimi i jej szarą sukienką. Była boso. Jej skóra była biała , tak biała że wydawało się iż świeci. Była tu, tuż przed nim , jakby żywa jednak nie do końca. Była duchem.
~
Vergil zerwał się z łóżka. Kropelki potu spływały mu po plecach. Koszmary które go nawiedzały były codziennym rytuałem. Udręką. Ciągle ją widział. Tą którą kochał. Tą za którą tęsknił tak bardzo że myślał iż umrze. Nie tak ją zapamiętał.
Co najdziwniejsze nigdy nie widział jej twarzy. Zawsze tylko włosy , ciało i ubranie.
A koszmar powtarzał się prawie codziennie , chyba że nie spał. I ciągle był taki sam a Vergil przeżywał go na nowo ze strachem i dziwnym smutkiem , jakby zły sen nawiedzał go po raz pierwszy.
Mężczyzna wstał wziął szklanke wody i podszedł do okna.
Nie mieszkał w luksusowej willi tylko w zwykłej zniszczonej kamienicy.
Budynek w którym żył był obskurny i znajdował się w nieprzyjemnej dzielnicy. Ale nic na to nie mógł poradzic. Dostał takie mieszkanie i nie marudził.
Również widok za oknem nie należał do najpiękniejszych. Smog miasta spaliny unosiły się w górę dając ciągłe poczucie że jest mgła.
Padał deszcz. Kropelki dudniły o szybę.
Lśniący księżyc starał się przebic przez śmierdzący dym. Bez skutku.
Vergil znudzony odszedł od okna i nie wiedząc co ma robic , usiadł na krześle w kuchni. Nie chciał spac , nie chciał na nowo przeżywac tego koszmaru. I tak za kilka godzin czeka go praca. Chociaż pracą tego nazwac nie można. Wyznaczali mu misję , on szedł w wyznaczone miejsce i zabijał demony czy inne dziwne stworzenia o których zwykły człowiek nie ma pojęcia.
Taka była praca w DMC. Nigdy się nie dowiedział co ten skrót oznacza. W sumie nie interesował go to. Sparda , szef , dyrektor czy jak ktoś go tam nazywał , był głównym dowodzącym w tym " biznesie". Niezwykle silny , stanowczy i czasem tak niesamowicie uparty że człowiek miał go dośc.
Ale Vergil go podziwiał. I kiedyś chciał zając jego miejsce. Dlatego od ponad roku nie odpuścił sobie żadnej misji ani nie wziął ani dnia wolnego.
Jak na razie był tylko Łowcą. Nie był ani na najniższym ani na najwyższym szczebelku drabiny społecznej. Utrzymywał się nw średnim poziomie. Jak na razie nie było aż tak źle.
Łowcą , tak .. Jak Dante.
Vergil wykonywał z nim wiele misji. Dante był silnym chłopakiem z sarkastycznym humorem co czasem dodawało otuchy. Ale zmienił się. Bardzo. Od miesiąca nie chciał wrócic do DMC.
Nikt nie znał powodu.
Wielu mówiło że pokłócił się ze Spardą ale było to mało prawdopodobne. Z Spardą nikt się nie kłócił. Choc po Dante można było się wszystkiego spodziewac.
Ostatnimi czasy wogóle nie chodził na misję , unikał i Vergila i Spardy. Wszystkich.
Aż w końcu ni stąd ni zowąd , odszeł.. Tak po prostu.
Vergila to zabolało. Byli przyjaciółmi.
Wiele razy chciał go namawiac by wrócił. Sparda nie pozwalał. Aż pewnego razu sam mu kazał to zrobic. I zero rezultatów. Dante po prostu odszedł.
Vergil coraz bardziej wątpił w jego powrót.
Myśli mężczyzny nagle zmieniły bieg. Wrócił do koszmarów , nieprzespanych nocy. Wrócił do dziewczyny. A dokładniej RiRe.
Borowowłosa miała specyficzne imię. Nigdy nie zdradzała czy miało jakieś znaczenie. Nie zdradzała nic o sobie. Ani o rodzinie kraju obyczajach. Jej twarz wyglądała normalnie. Na bank nie była Chinką czy Hinduską.
A mimo to Vergil się w niej zakochał.
Poznał ją w liceum a dokładniej w szkole średniej dla Łowców.
Była nowa. Pamiętał jak przyszła , wystraszona z bordowymi włosami spiętymi w kucyk.
To był jak grom z jasnego nieba. Vergil się w niej zadurzył.
Była dobra w walce , dostawała dobre oceny. Jednak nic ją nie wyróżniało. Oprócz dziwnego imienia.
Na początku trudno było zdobyc jej zaufanie.
Z czasem otworzyła się przed Vergilem. Może czuła że mężczyzna nie jest taki zły.
W końcu zaczęli wychodzic do kina spotykac się po szkole. Nigdy nie chodzili do jej mieszkania. Vergil nigdy nie poznał jej rodziców. A może ich nie miała.
Stali się parą.
Po sielskich dniach nastały dni rozpaczy bólu i cierpienia.
RiRe zaraziłą się wirusem HIV. Szok. To było pierwsze uczucie towarzyszące tej dwójce.
A później tak wielki ból. Bo w końcu nie mogli się całowac musieli uwarzac. I choc Vergil nawet mógłby się zarazic tym wirusem , dla niej.. Ona go odpychała. Bała się.
Pewnego dnia przyszła do niego zapłakana i zrozpaczona. Vergil tylko ją przytulił. Protestowała , mógł się zarazic ale on miał to gdzieś. Chciał byc przy niej chciał jej pomóc.
I kiedy schylił się by ją pocałowac ona odpechnęła go kolejny raz. Vergil musiłą to zrozumiec. Przez taki kontakt on też mógłby miec ten wirus.
Tłumaczył jej że z tym można życ że nawet jeśli on by go miał nie przejął by się tym. Na nic.
RiRe zaraziła się tym wirusem. Nie była prostytutką ani narkomanką. Widocznie gdzieś tam w odległej przeszłości to coś musiało ją ' zaatakowac'. I zostało.
Pewnego dnia jej życie zniknęło. Popełniła samobójstwo. Powiesiła się.
Vergilowi nie pozwolili zobaczyc ciała. Dowiedział się o tym kiedy koło jej mieszkania zobaczył karetkę. Przypuszczłą że stało się coś złego. I się nie mylił. Kiedy był blisko drzwi nosze już wywoziły czarny worek z martwym zimnym ciałem. Całymi dniami Vergil płakał ale nie odpuszczął sobie pracy w DMC.
Dziwne było jedno.
RiRe nie zostawiła żadnego liścika że przeprasza że dłużej już tak nie może że go kocha. Nic.
Vergil zastanawiał się czy jego dziewczyna w ogóle go kochała.
***

Misaki ~

1 komentarz: